wtorek, 4 sierpnia 2009
Dzień 24 Malbork - Gdańsk
"We are the champions my friend!" Dziś jadąc przez piękne Żuławy Wiślane dotarliśmy do morza! Pierwszy raz zobaczyliśmy je w Sobieszewie, gdzie najbardziej wytrwali weszli nawet do wody i wznieśli okolicznościowy toast! Och cóż to za cudowne uczucie, gdy po prawie miesiącu pedałowania dociera się wreszcie do Celu! I to tylko siłą własnych nóg i nie wytwarzając tą podróżą ani cząstki CO2! Nadszedł czas na chwilę dumy i zadumy! A potem już tylko pedałownie przez gdańsk gdzie zastała nas już noc i krótka podróż skm do Sopotu, gdzie mamy spędzić 3 dni na błogim lenistwie! A co! Należy się nam!
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Dzień 23 Grudziądz - Malbork
"Jeszcze chwila, jeszcze dwie i już będę u stóp ..." jak mówi znana piosenka. Dla nas to jeszcze tylko jakieś 170 kilometrów by w końcu zobaczyć morze! Dziś dojeżdżamy do Malborka by w nim obowiązkowo zwiedzić piękny zamek i obejrzeć totalnie odmienioną "starówkę" z całkiem nową fontanną - prawie taką samą jak w Toruniu. Widać nadchodzi nowa moda. Nocleg zapewnił nam przemiły ksiądz orionista - specjalista w krojeniu - nigdy w życiu nie widzieliśmy tak drobno pokrojonej kapusty - aż trudno było ją odnaleźć w sałatce! No i był to nasz pierwszy nocleg w środku kościoła!
niedziela, 2 sierpnia 2009
Dzień 22 Toruń - Grudziądz
Już coraz bliżej cel naszej wyprawy - Gdańsk- będziemy tam już we wtorek! Wzrasta więc nasza motywacja do pedałowania:) Do Grudziądza wybieramy najkrótszą drogę z dala od Chełmży i Chełmna za to zahaczając o jezioro, w którym mimo dzikich tłumów udaje się nam popływać:) Długa to jednak podróż i do Grudziądza docieramy już po zmroku:)
sobota, 1 sierpnia 2009
Dzień 21- Sukces w Toruniu
Ten dzień z pewnością możemy uznać za najbardziej udany ze wszystkich. Po pierwsze dlatego, że w w końcu nasz baobab nie stał w krzakach tylko w normalnym, atrakcyjnym miejscu, w którym ludzie spędzają swój czas - czyli na bulwarze filadelfijskim. Już od 9 mnóstwo zainteresowanych przechodniów przytulało baobab tak, że pod koniec dnia zabrakło nam już naklejek i ulotek! No cóż, trzeba będzie coś dodrukować. Trochę nogi bolały po 12 godzinach stania w słońcu, ale było warto! a teraz byle do Gdańska!
piątek, 31 lipca 2009
czwartek, 30 lipca 2009
Dzień 19 Włocławek - Toruń
Jednak wczorajszy autostop z rowerem nie był końcem problemów. Trzeba było jeszcze naprawić rower Albana, żeby ten mógł pojechać dalej. Niewiasty zostały więc pilnować "gospodarstwa"a chłopcy pojechali na polowanie - czyli poszukiwanie sklepu rowerowego. I tu zdarzył się mały cud. # rowery zostały naprawione absolutnie za darmo. Alban dostał nową oponę szprychy, Vera hamulec, Paweł klucz do szprych i to wszystko całkowicie za nic! Niesamowite nie ma co! Przez to całe zamieszanie wyjechaliśmy z Włocławka około 13, a cały długi dzień upłynął pod hasłem poszukiwania drogi (tak tak w niektóych wioskach w Polsce tabliczki z nazwami miejscowości to rzadkość). Ale w końcu już o zmroku dojechaliśmy do Torunia, gdzie czekała już na nas Judit
środa, 29 lipca 2009
Dzień 18 Płock - Włocławek
Dzień ten rozpoczął się desperackim poszukiwaniem kawiarenki internetowej. Okazuje się jednak, że zadnie to w 21 wieku wcale nie jest łatwe! W jedynej kawiarence w mieście nie można było skorzystać ze Skype. W tym samym czasie Veronika i Alban zwiedzali miasto i udali się na sławną płocką plażę. Potem jeszcze tylko partyzanckie śniadanie na rynku i w drogę. Był to dzień obfitujący w atrakcje. Najpiękniejsza droga naszego rajdu wiodła właśnie przez rozlewiska Wisły. Malownicze jachty na Wiśle - to trzeba zobaczyć! Taka to pięka droga zawiodła nas do Dobrzynia nad Wisłą, w którym to zadzwonił telefon a w nim Alban mówi, że pękły mu dwie szprychy w rowerze. No to kaplica a po drodze żadego sklepu rowerowego. Alban i Veronika spotkali na drodze 2 profesjonalnych rowerzystów, którzy drogę z Krakowa do Gdańska pokonać mieli w 8 dni. Żeby więc z nimi porozmawiać trzeba było jechać bardzo szybko. I rower Albana nie wytrzymał tego tempa. Zatrzymał się i zobaczył 2 pęknięte szprychy. Jedynym wyjściem był autostop. Wtem nadjechał traktor i zabrał Veronikę i Albana i ich 2 rowery na przyczepę. Młody kierowca traktora zabrał ich prosto do Dobrzynia. W dobrzyniu jednak okazało się, że to nie koniec problemów, bo sklepu rowerowego ni widu ni słychu. Trzeba było więc podjąć jeszcze większe wyzwanie i łapać stopa z rowerem do Włocławka - co jak się okazało nie jest niemożliwe. w Dobrzyniu spotkaliśmy też Verę, która przjyjechała stopem. A reszta naszej ekipy już na rowerach ruszyła do Włocławka. Była to długa podróż i wszyscy razem spotkaliśmy się w miejscu noclegu około 22. Moc atrakcji!
wtorek, 28 lipca 2009
Dzień 17 Wilkowuje - Płock
Rankiem do iście "polskim" śniadaniu wyruszyliśmy do Czerwińska, który nasz gospodarz Darek chciał nam koniecznie pokazać. A potem już do Płocka, Veronika i Alban byli zszokowani, że to takie piękne miasto. Jak tylko przejeżdżaliśmy przez most to akurat był zachód słońca na tle którego katedra prezentowała się wprost wspaniale. Nocowaliśmy w najlepszym chyba punkcie miasta bo u sióstr miłosierdziana starym rynku. Lepiej już chyba nie można było sobie wymarzyć. Pięknie było!
poniedziałek, 27 lipca 2009
Dzień 16 Zakroczym - Wilkowuje
Jeszcze nie zdążyliśmy odpocząć po ostatnim relaksie u Pawła w domu, a już czekała nas następna niespodzianka. Odwiedziliśmy znajomego Darka w Wilkowujach. To dopiero było nic nierobienie. Darek jak to prawdziwy Polak ze wsi już na samo śniadanie przygotował mięso w 4 postaciach. Nie ma to jak przygotować grilla o 11 rano! Niektórym dane było nawet popływać w pobliskiej sadzawce! A wieczorem była mała impreza urodzinowa dla Pawła, któremu stuknęło ćwierćwiecze!
niedziela, 26 lipca 2009
Dzień 15 Gołymin - Zakroczym
Bo błogim lenistwie ostatniego dnia "udało" nam się w końcu opuścić gościnne progi Gołymina i skrótami znanymi tylko "lokalsom" uderzyć na Zakroczym. Po drodze solidnie zmokliśmy. Ale cali dotarliśmy do Zakroczymia, by spotkać interesującego pana uważającego, że efekt cieplarniany to jedno wielkie kłamstwo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
